Logo - Wieści dla domu

Zaktualizuj swoją przeglądarkę
Internet Explorer 8 lub zmień na inną!

Nasza strona nie obsługuje tak starej przeglądarki jak Internet Explorer 8. Na naszej stronie zastosowano nowatorskie rozwiązania, których przeglądarka IE8 nie obsługuje, bo... jest STARA :)
Zalecamy zmianę przeglądarki na inną.
Pozdrawiamy, Ekipa Wieści dla Domu i Hotka!

logo Hotblog
Zofia Kędziora fot. Anna Kopras-Fijołek

- Trudno jest o sobie samej mówić - wyznaje na początku rozmowy Zofia Kędziora, bardzo aktywna radna i sołtyska Boguszyna, prezeska Stowarzyszenia „Płomień Nadziei” i wiceprezes oddziału wielkopolskiego Stowarzyszenia „Forum Kobiet”.

Urodziła się na wsi - w Kolniczkach - i przez całe życie związana jest z wsią, z gminą Nowe Miasto nad Wartą. Kiedy pracowała zawodowo, była instruktorem ds. KGW, domowych gospodarstw wiejskich. Pracowała w SKR-ach i w Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Sielinku. - Później nastąpiła reorganizacja w dziale gospodarstw domowych. To był błąd, bo panie zostały pozostawione same sobie, a one były naprawdę ciekawe wiedzy, wszystkich nowości, chłonęły je. Dużo można było w tamtych czasach zrobić - wspomina Zofia Kędziora.

Jako radna zaczęła angażować się w 2002 roku. Pełni tę funkcję już czwartą kadencję i jest bardzo aktywna. - Znalazłam się w radzie przypadkowo. Startował wtedy wójt i jeszcze jeden kandydat na wójta. Powiedziałam: - Niestety, ale głupocie trzeba stawić czoła! - uśmiecha się. Nie przypuszczała natomiast, że zdobędzie tak duże poparcie. W każdych wyborach startuje ze swojego, niezależnego komitetu. - Zawsze mam kontrkandydatów i uważam, że to jest bardzo dobre i demokratyczne, bo wyborcy mają „w czym” wybierać - podkreśla. - Raz się zdarzyło, że przeszłam bez wyboru na radną, bo nikt inny się nie zdecydował. To było w drugiej kadencji.

Szefową sołectwa jest drugą kadencję. - Poprzedni sołtys, pan Jan Motyl chciał zrezygnować i namawiał mnie, żebym się tym zajęła. Do końca nie byłam przekonana... Tym bardziej, że mąż, kiedy wychodziłam z domu na zebranie, na wybory, powiedział: - Żebyś tylko nie przyjmowała sołtysa! - opowiada Zofia Kędziora. - Przyszłam do domu, w ogóle nie powiedziałam, że jestem sołtysem. Syn, wracając z uczelni, w pociągu się dowiedział. Przyszedł do domu i pyta: - Mamo, to prawda, że jesteś sołtysem? - No prawda! - odpowiedziałam. Mąż był obrażony przez dwa tygodnie. Ale tak zdecydowali mieszkańcy.

Z tych zadań, które do tej pory udało się wykonać, najbardziej cieszy ją plac zabaw postawiony wreszcie w Boguszynie. -Wychodziłam zawsze jako radna z różnymi propozycjami, które były realizowane. M.in. na mój wniosek, złożony w pierwszej kadencji, powstała sala gimnastyczna przy szkole - mówi. - Jest też wiele rzeczy, które są na daną chwilę nie do przeskoczenia, bo wiadomo, że budżet gminy musi wystarczyć na 20 sołectw, a samych wiosek jest jeszcze więcej. Największym mankamentem są drogi i oświetlenie. Prawie każda wioska z tym się boryka.

Od kilkunastu lat działa w Stowarzyszeniu Forum Kobiet. - Organizujemy spotkania, wycieczki, szkolenia, wyjazdy dzieci na kolonie, zimowiska. Dochód z imprez charytatywnych przekazywałyśmy początkowo na stypendia dla zdolnych, a mniej zamożnych dzieci, później - na pięcioraczki, teraz - również na budowę hospicjum - opowiada wiceprezeska. - Współorganizujemy różne konferencje, debaty dotyczące aktualnych problemów społecznych, sytuacji dzieci, osób starszych, przemocy, uzależnień. Liderki, które w nich uczestniczą, przekazują zdobytą wiedzę dalej.

Pełni też funkcję prezesa Stowarzyszenia „Płomień Nadziei” pomagającego osobom starszym, dzieciom, niepełnosprawnym, samotnym, nieporadnym życiowo. - Pozyskujemy środki, we współpracy z Ośrodkiem Pomocy Społecznej, na różne działania. Organizujemy też spotkania, wyjazdy, turnusy rehabilitacyjne. Finansujemy je z własnych środków. Ja tylko organizuję grupę, a każdy wpłaca określoną kwotę - mówi prezeska. Z zapałem opowiada o dotychczasowych eskapadach kilkudziesięcioosobowej grupy mieszkańców Boguszyna, ale nie tylko - do Ustki, Kudowy, Świnoujścia, Rewala. W planach mają, we wrześniu, pobyt w Ustroniu Morskim.

Nie ukrywa, że praca społeczna jest czasem naprawdę trudna. - Jak ktoś z boku na to patrzy, nie angażuje się w żaden sposób, nie pomaga, myśli: - Co tam! Jeździ tylko sobie albo chodzi i nic! A ja wychodzę z takiego założenia, że jak gdzieś jestem, to nie po to, żeby być, tylko żeby coś robić. I żeby z tego coś pozostało, żeby społeczeństwo mogło z tego korzystać - podkreśla. - Tam, gdzie mogę, staram się zawsze być. Zawsze się coś „wyniesie” dla siebie. Człowiek jest na bieżąco z nowościami.

Wychodzę z  założenia, że jak gdzieś jestem, to nie po to, żeby być, tylko żeby coś robić.

 

Najbardziej cieszy ją to, że można - przygotowując projekty - korzystać ze środków unijnych, poprzez urząd gminy czy przez Lokalną Grupę Działania „Zaścianek”. Boli ją natomiast to, że społeczeństwo jest mało aktywne. - Komputery, komputery. Każdy zabiegany, zagoniony. Dlatego staram się nawiązywać bezpośredni kontakt z mieszkańcami - dodaje.

Lubi podróżować. Właśnie wróciła z Brukseli. Wyjechała na zaproszenie europosła Andrzeja Grzyba jako reprezentantka Forum Kobiet. Była tam po raz pierwszy. Największe wrażenie wywarł na niej Europarlament. Zachwyciła ją piękna, zabytkowa Brugia. - Kiedyś bardzo dużo podróżowałam - wspomina. - Zjechałam trochę świata. Zawsze moim dzieciom powtarzałam, że mają jeździć na wszystkie wycieczki. Mówiłam: - Co zobaczycie, co przeżyjecie, nikt wam tego, waszych wrażeń, wspomnień, przeżyć nie odbierze.

Co robi w wolnym czasie? - Placek dobry upiekę! - przyznaje. - Mąż lubi słodkie. Mąż zawsze mówi: - Co za dom, jak nie ma placka!

Bardzo dużo jeździ też rowerem, a przede wszystkim - biega z córką. - Która chciałaby, żeby mama z nią startowała w maratonach i półmaratonach, różnych biegach! Biegam z nią, ale krótsze dystanse i z „doskoku”. Ona dużo trenuje, sama - mówi Zofia Kędziora.

Nie pociągało jej nigdy szydełkowanie czy robienie na drutach. - Nie mam zdolności manualnych. Jak dzieciaki były małe i trzeba było guzik przyszyć, robił to mąż. Ja - w ostateczności. Mnie igła parzy - wyznaje. Bardzo lubi natomiast działać. - Mówią, że ja to się z tym urodziłam - uśmiecha się sołtyska, radna, wiceprezeska i prezeska. 

Anna Kopras-Fijołek

Dodaj komentarz



Kod antyspamowy
Odśwież